A więc mnie nikt nie przeprosi za wszystko to, co się stało? Nikt nie będzie tłumaczył, że mógł wymyślić lepiej? Nikt mi nie powie: Maleństwo, jakżeś się dzielnie trzymało! Nikt mi medalu nie przyzna ni po ramieniu poklepie? MPJ
poniedziałek, 20 listopada 2017

                      Home sweet home to wcale nie jest takie sobie powiedzonko.

          Własny dom, własny rytm (w tym godziny jedzenia na ten przykład) i własne lóżko. Dla mojego wrażliwego i zniszczonego lekami żołądka jedzenie obiadu o godzinie 16., a dwie godziny później spożywanie obfitej kolacji to czysta abstrakcja.

             
                    Wróciliśmy z powrotem bez przeszkód chociaż......... o mało wcale nie wylecieliśmy. Jadąc na lotnisko samochód utknął w korku i zdążyliśmy dosłownie na ostatnią minutę. Za to w nagrodę czekała na nas piękna i pusta autostrada z Balic na Śląsk.

                   Na Śląsku cuchnie potwornie, ale mniej niż kiedyś. I to zdecydowanie mniej. Wychowałam się tam i mieszkałam przez 18 lat to wiem. Do komentarza, że ludzie palą czym popadnie, dodałabym zdanie, zże palą również tym, na co ich stać. Smutne to i gorzkie, ale niestety prawdziwe. Uczciwie nadmienię, że obie nasze rodziny ogrzewają domy gazem.

                       Familia ma się dobrze chociaż jest załamana sytuacją polityczną. Nie dziwię się wcale. Także bym była. Patrząc z daleka czasami się zastanawiam jak to się stało, że ten dzielny naród dał się totalnie ogłupić. A wygląda na to, że na długo.

Obawiam się, że był to mój ostatni pobyt w Polsce. Przyjechałam bardzo, bardzo chora i zastanawiamy się czy to moje poświecenie jest czegoś, a szczególnie kogoś warte i komukolwiek potrzebne. Od wielu, wielu lat notorycznie przekraczam granice mojej wytrzymałości i tak w zasadzie to po co?

I w imię tak w zasadzie czego?
Jakiś więzi rodzinnych, których powiedzmy sobie szczerze nie niema?

I czy nie to przypadkiem tak, że inni powinni także „cos” z siebie dać?


„Na­wet praw­dzi­we diamen­ty mają og­ra­niczoną wytrzymałość”. (Montague).

I tego będę się trzymać.

                   Aaaa...... i jeszcze jedna sprawa. W Rybniku i w Brukseli panowała identyczna temperatura, a ludzie wyglądali zupełnie inaczej. W Polsce obowiązkowo w czapkach i kapturach, w Belgii ubrani lekko i z gołymi głowami.

Ciekawi mnie dlaczego tak właśnie jest?



czwartek, 09 listopada 2017

                    Wylatujemy jutro. Czuję się koszmarnie źle, ale inny termin nam po prostu nie wypalił.
Nic to. Jakoś przeżyję. Albo i nie.

                Zgodnie z naszą nową taktyką nazwijmy to....... prorodzinną lecimy tylko do mam. Kto mnie czyta ten wie, że kochana rodzina (nie, nie moja) ostatni raz odwiedziła nas 12 lat temu. I ta właśnie kochana rodzina nawet nie wie, że przylatujemy. Ale się dowie, gdyż mamy nie mieszkają same. I już słyszę te, jakże przyjemne, komentarze, że się nam w głowach przewróciło, że za niskie progi, że gardzimy…....itp.


                  Tak, dokładnie to NAM się w głowach przewróciło. Dodam tylko, że do niedawna odwiedzaliśmy wszystkich regularnie.

Ale niech tam.


Niechże se gadają na zdrowie.



wtorek, 07 listopada 2017

A w.

.....prawdziwe tłumy.



A w1.

 

 I zdecydowanie więcej dyń niż ludzi.

 

A w2.

 

A w3. 

 

A w 4.

 

           No i sam koniec prawdziwa „perełka”. W okolicach Breskens stoi sobie samotnie na płazy takie oto szkaradztwo.
Nie mogliśmy się nadziwić,
że w pragmatycznej, mądrej i rozsądnej do bólu Holandii jest to możliwe.


A jednak. Niestety.

 

A w5.


 Ciao.

 

czwartek, 26 października 2017

Czyli: do zobaczenia.

              Zgodnie z naszą wieloletnią już tradycją wyjeżdżamy na ponad tydzień do Zelandii. Wyjeżdżamy wszyscy tzn. cała nasza trójka. Mąż, gościec i ja.Opuszczamy Belgię za kilka godzin.

             Wiem, że sporo osób fantazjuje na temat trójkąta, ale zaprawdę powiadam wam, że nic w tym nadzwyczajnego.

                Zamiast więc pisać bloga będę leniuchowała, czytała, gaworzyła z mężem i się wietrzyła. I mam nadzieję, że wywieje mi z głowy smutki, troski i czarne myśli. Generalnie ta część Holandii uspokaja mnie i zachwyca nas nieustannie. Oby również tak było w tym roku. Kocham morze i plażę jesienią. Preferuję wiatr i chłodek nad upał i nad widok spasionych ciał beztrosko oczekujących na raka skóry.

                
Zwracam się w tym miejscu z prośbą do sił wyższych o brak deszczu.

No to trzymcie się i.....tot ziens.



poniedziałek, 23 października 2017

Nawet piękne wnętrze

Oraz piękna dusza

Potrzebują (czasami) makijażu

Oraz kapelusza.



środa, 18 października 2017

Uzaleznienie.

 

OK. Przyznam się od razu.
Siedzę na wózku inwalidzkim.


(Tłumaczenie z niderlandzkiego własne).



wtorek, 17 października 2017

........tymczasem ponad 25°C.

           Zwariować można. Wróciłam wczoraj do domu (prawie) ugotowana.
Kompletny misz – masz. Ludzie zdezorientowani i jedni paradują w ciepłych kurtkach i w kozakach, a inni w totalnie letnich szmatach.


Ja byłam ubrana jakoś tak pośrodku.



sobota, 14 października 2017

 ......a ja sobie chorsza i chorsza jestem. Właśnie. A niby dlaczego nie?

I kto bogatemu.......bla, bla, bla.

              I choćbym nie wiem co zrobiła i nawet choćbym na tych przysłowiowych uszach stanęła to ucieka ze mnie to życie jak ta, również przysłowiowa, bańka mydlana.

             W poniedziałek idę do kontroli i spędzę kilka upojnych godzin w szpitalu. Cały tamtejszy staff będzie miły, grzeczny i troskliwy. Ja to naprawdę tak odczuwam. Dostanę kilogram recept, pobiorą mi kilka litrów krwi, pocieszą i nic się nie zmieni. Nadal będę przecież chorsza i chorsza.

Ta cholerna bezsilność. Płakać się chce. Tylko jak płakać, kiedy nie ma czym?

Bezsilność uczy pokory. Podobno. Ależ przecież ja już jestem pokorna i poniżona do samej ziemi. I chyba niżej się nie da. No bo jak? Zakopać bym miała ten mój łeb w piasek? Jak ten struś?

                   „Poczu­cie bez­silności zniszczyło mi duszę. Nie uda­je mi się być tak dob­rą, jak bym chciała, ani tak ą, jak moim zda­niem być powinnam...” (Z netu).


               Media i tzw. szeroko pojęty świat mało się chorobami reumatycznymi zajmują. Wszechobecne akcje dotyczą głownie raka, aids lub ewentualnie jakieś choroby, na którą zachoruje celebryta. Ostatnio więc ludzie dowiedzieli się, że istnieje Lupus, a to "dzięki" chorobie Seleny Gomez. Jak straszny Lupus może być widzę w szpitalu. Btw, sama nazwa już jest tragiczna.

             Na znak protestu przestaliśmy sponsorować badania nad leczeniem raka piersi. Może to i głupie, ale muszę jakoś zareagować. I spokojna głowa; wiem, wiem, doskonale wiem, że ja także mogę tego raka mieć.

No to sobie pogaworzyłam i teraz wracam do mojego jakże ukochanego zajęcia, a mianowicie do leżenia na sofie.


Ciao.



czwartek, 12 października 2017

Gosciec obrazowo.

 

Się zgadza i bywa jeszcze dużo gorzej. j. To jest opis bardzo powierzchowny i bardzo, bardzo delikatny.



wtorek, 10 października 2017

Kiedy.  Kiedy łza

 Goni łzę

 

 Kiedy trudno

 Złapać oddech

 Po nieprzespanej nocy

 

 Kiedy życie

 Się ulatnia

 Jak bańka mydlana

 A świat dookoła

 Pędzi donikąd

 

 Kiedy ten dobry Bóg

Ma inne sprawy

Na głowie

 

Zostaje tylko miłość

I wiersz

I marne słowo

Następujące po słowie.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 97