A więc mnie nikt nie przeprosi za wszystko to, co się stało? Nikt nie będzie tłumaczył, że mógł wymyślić lepiej? Nikt mi nie powie: Maleństwo, jakżeś się dzielnie trzymało! Nikt mi medalu nie przyzna ni po ramieniu poklepie? MPJ
sobota, 20 sierpnia 2016

Drzewo.  Wyrosło pięknie

 Na mojej dłoni.

 

 Zapuściło korzenie

 Aż do samego serca.

 

 Rozwinęło piękne

 Zielone liście.

  

 Obdarzyło mnie

 Białymi kwiatami.

 I zmarło.


 Nieustannie

 

 Podlewane łzami. 




piątek, 19 sierpnia 2016

...........nam jeszcze tydzień, przygotowania do wyjazdu wakacyjnego czas zacząć. Lubię mieć wszystko przemyślane, a tzw. spontan zostawiam na inne okazje;)

 
           Ale…….pewnie jak zawsze zabiorę niewłaściwe szmaty i będę się zbierać i zbierać przez co najmniej pół dnia. Wrrrr. Mój mąż spakuje się w godzinę i będzie miał ze sobą dokładnie wszystko to co potrzebne.

 

Jak ci faceci to robią?

No jak?


                 Generalnie wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie tragiczny wprost ból kręgosłupa. Dostanę wprawdzie przed wylotem zastrzyk z kortyzonu, ale i tak się bardzo obawiam jak zdzierżę te ponad dwa tygodnie.




wtorek, 16 sierpnia 2016

               Wczorajszy, późny wieczór po wyczerpującym, aczkolwiek przemiłym weekendzie.
Siedzimy sobie popijając (każdy własne) winko.


Mąż znad gazety: Co robisz?


Ja: Myślę.


Mąż: No, no......wreszcie się tego doczekałem (i dostaje w głowę tym co mam pod ręką czyli jakże gustowną oprawką na okulary). OK. Poddaję się. A o czym tak głęboko myślisz?


Ja: O tym, że potrzebuję żakiet w kolorze brudnego różu.


Mąż: W jakim kolorze?


Ja: Brudnego różu.

M: Nie ma takiego koloru.

J: Jest, jest. Wierz mi.


M: Zaraz, zaraz. Wydaje mi się, że cię dwa dni temu widziałem w jakimś różowym żakiecie.


J. Ale to jest ciemno, a nie brudno różowy.


M. Co za problem. Weź ten żakiet i umyj nim podłogi. Będzie jak znalazł.

 

 

Kurtyna.



czwartek, 11 sierpnia 2016

                      "Obecnie wyleczenie RZS, czyli brak choroby bez konieczności stosowania leków, zdarza się bardzo rzadko. Zazwyczaj po odstawieniu LMPCh choroba nawraca. Dostępne metody leczenia coraz częściej pozwalają na uzyskanie remisji choroby i normalne funkcjonowanie. Niestety u części pacjentów (ok. 10–20%) pomimo leczenia choroba ulega nasileniu. Do remisji często dochodzi u kobiet w ciąży, choroba najczęściej ulega jednak zaostrzeniu w ciągu 3 miesięcy po porodzie.

                   RZS nadal związane jest z częstym ograniczeniem sprawności – szacuje się, że po 5 latach zdolność do pracy traci około połowa chorych, a po 10 latach prawie wszyscy. Chorzy żyją kilka lat krócej w porównaniu z populacją ogólną, głównie z powodu powikłań miażdżycy. Prawdopodobnie dzięki wcześniejszemu wykrywaniu RZS i coraz skuteczniejszemu leczeniu statystyki te w przyszłości ulegną poprawie".

 

                                                              (Z netu).

                         A ja autorytatywnie stwierdzam i to nie tylko na podstawie doświadczenia, ale (bez fałszywej skromności) także na podstawie sporej wiedzy na ten temat, że całkowite wyleczenie RZS NIE JEST MOŻLIWE.

 



środa, 10 sierpnia 2016

Żmijo jedna

Wracaj skąd przyszedłeś

Najlepiej do piekła.



poniedziałek, 08 sierpnia 2016

........moja głupota i brak umiejętności czytania ze zrozumieniem generują wydatki.


                    Zobaczyłam piękną torebkę włoskiej produkcji w polskim sklepie. Cena do zaakceptowania. Zamówiłam, zapłaciłam i otrzymałam. Szybko, sprawnie i profesjonalnie.


                     I co dalej? Torebka według mnie miała być czarna (jak prawie wszystkie moje torebki), a okazała się ciemnobrązowa. Bardzo ładna, ale brą-zo-wa. Kolor za którym przepadam raczej średnio.

I teraz nie mam w tym kolorze pasujących do niej dodatków. Właśnie.
Cierp ciało jakżeś chciało. Wszystko muszę dokupić.

„A mówiłem żeby nie zamawiać przez Internet?” To, rzecz jasna mój mąż.

Mówiłeś, mówiłeś…. .

Wielokrotnie.

 

piątek, 05 sierpnia 2016

Lato.

 

Lato1.

 

Lato2.

 

Lato3.

 

Lato4.

 

Lato5.

 

                       No właśnie. Takie mam widoki za oknami w środku lata.
Chyba mój komentarz jest zbyteczny.



wtorek, 02 sierpnia 2016

Bol.

 

                         I to niestety bardzo, bardzo zmienia. I również niestety zmienia ich na gorsze, na niekorzyść. I niech szlag trafi to popularne „cierpienie uszlachetnia”. Bzdura kompletna.
Zmian na gorsze jestem dobitnym przykładem.
Jak i wiele, wiele innych naprawdę cierpiących ludzi.

 



piątek, 29 lipca 2016

Moj swiat.

Wszystko jest tutaj

Poukładane


Zdjęcia z dzieciństwa

Zaschnięta róża

Za ten PIERWSZY raz.

 

Nadzieja

Leży obok złości na niesprawiedliwość

Tego świata.

 

Smutek

Miesza się z wielką miłością

 

Obok panoszy się rozpacz

Co to ma wiele do powiedzenia.

 

A ja?

Czasami bezradnie rozkładam ręce


I otwieram

I otwieram

Drzwi

Do pokoju którego nie ma.

 


środa, 27 lipca 2016

A tak w zasadzie to ONI i MY.

ONI.
Nasi goście. Rodowici Amerykanie, którzy po długich poszukiwaniach nie odnaleźli przodków z innego kontynentu. Nawet się bardzo amerykańsko nazywają:James i Cathy Smith. Urodzeni, wykształceni i wychowani w USA

MY.
Rodowici Polacy absolutnie zaaklimatyzowani i dobrze się czujący  w Belgii. Mąż jest Polakiem czystej krwi, a ja, po dziadku, z domieszką ukrytej opcji niemieckiej. Urodzeni, wykształceni i wychowani w Polsce.

                       Znamy się od wielu, wielu lat, ale „na żywo” widujemy się rzadko. Odległość jest zabójcza (pochodzą i mieszkają w Texasie), a moja choroba odwiedzin nie ułatwia. Wręcz przeciwnie.

Podczas ich pobytu było bardzo ciepło, jakieś 30° - 33°.


ONI.
W swetrach i przeszczęśliwi, że latem może być aż tak chłodno. W Texasie latem bywa ok 48°.
MY.
Zgrzani i spoceni. Nieszczęśliwi, że latem może być aż tak gorąco.

Przygotowałam menu na 7 dni. Trzy razy poszliśmy zjeść do restauracji.
I co?
Nagle okazało się, że jestem znakomitą kucharką. YES! (I to nie dokładnie jest prwda).

ONI.
Żywią się byle jak i byle czym. Prawie nie gotują bazując na junk food, a wyglądają świetnie. Zdrowo i szczupło, i myślę, ze jest to zasługa ciężkiej pracy no ogromniastym rancho. Entuzjastyczni wobec owoców morza. U nich to rarytas i na dodatek, jak to rarytas, koszmarnie drogi.
MY.
Bardzo zwracam uwagę na to, co gotuję. Nie jadamy żadnych deserów i nie używamy cukru do niczego. Wyglądamy, oczywiście, również świetnie;)


ONI i MY.
Wszyscy jednakowo kochamy i znamy się na winie.

ONI.

Ubrania noszą absolutnie amerykańskie tzn. szorty, koszulka polo (na którą jestem wprost uczulona i gdybym mogła to zakazałaby jej produkcji) i sportowe buty. James obowiązkowo nosi sportową czapkę na głowie. Dla mnie katastrofa.

MY.

Preferujemy casual elegancję i tak też się ubieramy wychodząc z domu. Sportowe stroje nosimy tylko na wakacjach, w domu, w ogrodzie i w czasie ewentualnych wypadów za miasto.

Religia.
ONI.
Wychowani jako Baptyści.

MY.
Ciągnący za sobą balast religii katolickiej.

Różnic jest sporo.


Jak to więc się stało, że spędziliśmy rewelacyjnie prawie 10 dni będąc przez cały czas razem?
Rozmowom, opowieściom, zwierzeniom i żartom nie było końca czasami do godziny 3 nad ranem?
W czym tkwi sekret?

 

PS.
Dodam jedynie, ze żadne z nas nie ma tak dobrego kontaktu ze swoim rodzeństwem. Pomimo wielu podobieństw.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 85