O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Filozofia.
Psychologia.
|
sobota, 19 maja 2012
RZS budzi się do życia. No, bo dlaczego nie? Nie znam się, ale podejrzewam, że nawet niedźwiedzie już dawno wstały, a więc czas najwyższy na pobudkę. Czuję niestety w całym ciele zbliżające się nieuchronnie symptomy choroby. Ból wściekle narasta i temperatura także. Nogi zaczynają być jak sparaliżowane i dosłownie ledwo nimi powłóczę. Jestem słaba jak przysłowiowa mucha i cały dzień chętnie przeleżałabym w łóżku. Każdy, ale to każdy i to nawet najmniejszy ruch sprawia ból. I to wszystko pomimo regularnego zażywania leków i stosowania się do zaleceń różnej maści dochtorów. Jeżeli nic się nie zmieni to wkrótce wyląduję tradycyjnie w szpitalu i próbuję siebie przekonać, że to całkiem fajnie. Mam zawsze pojedynczy pokój, szpital jest nowoczesny i dobrze wyposażony i cackają się tam ze mną jak ze zepsutym jajkiem. Ktoś posprząta, ktoś ugotuje i jeszcze ktoś inny zmieni pościel. No i zawsze może się trafić jakiś przystojny, o bosko wysportowanym ciele, kinezyterapeuta. Lub good looking lekarz. Kto wie. Eldorado. Mogę sobie leżeć, nic nie robić i nawet oglądać telewizor. Tylko Internetu nie ma. I zawsze wtedy nasuwa mi się to samo pytanie: skoro jest tam tak dobrze to dlaczego jest tam tak źle? Może dlatego, że „szpital to więzienie, w którym kratą jest choroba”. (Roman Gorzelski).
poniedziałek, 14 maja 2012
Czekasz na mnie.
Wyciągam dłonie. Rytm szybko bijącego serca.
Jak zmoknięty strach na wróble Komicznie macham rękami.
Owijam wokół palca Zamgloną rzeczywistość.
Śmiejesz się bezgłośnie.
Przyjdź. Zrób krok.
piątek, 11 maja 2012
Zatrzymaliśmy się w Lipsku tylko na dwie godziny i zupełnie tego wcześniej nie planując. Popstrykałam jednak parę zdjęć ad hoc i na pamiątkę. Miasto, na pierwszy rzut oka, robi całkiem miłe i sympatyczne wrażenie.
Trochę mnie zdziwilło, że można tutaj gazy sobie wymieniać. Cokolwiek to oznacza;)
czwartek, 10 maja 2012
.........boli, boli. Ludzie jak boli. Odchodzę pomału od zmysłów. Niestety. "Śmierć jest wielkością niezmienną, jedynie ból jest wielkością zmienną, która może nieskończenie wzrastać". (G.CH.Lichtenberg).
wtorek, 08 maja 2012
Dokładnie. Wróciliśmy z bardzo gorącej Polski do bardzo zimnej (7 st.) i bardzo deszczowej Belgii. Dzisiaj zdycham jak przysłowiowy pies, mam podwyższoną temperaturę, ledwo powłóczę nogami i mam w kręgosłupie coś w rodzaju rozgrzanego do czerwoności pogrzebacza, ale warto było pojechać. Staram się odpocząć i nawet gotować nie muszę gdyż mamy w lodówce przywiezione słoiki z najlepszymi na świecie ruskimi pierogami. A w kraju? Super. Według mojej zdecydowanie ulubionej partii politycznej jechaliśmy aż do samego Rybnika autostradami, których się nie buduje. Po tych nieistniejących drogach jeździły wypasione, dobre samochody, na które Polaków nie stać. Byliśmy przyjmowani w świetnie wyposażonych domach gdzie plazma zajmuje obowiązkowo prawie pół pokoju i raczeni wybornym jedzeniem i napojami. Dziwne to w kraju, w którym podobno ludzie głodują. Słuchaliśmy opowieści o udanych wakacjach w różnych częściach świata oraz oglądaliśmy zdjęcia z wystawnych, drogich wesel i imprez gdzie wszyscy, włącznie z parą młodą, wyglądali jak z „Dynastii”. Odwiedziliśmy piękne, przestronne, nowoczesne i czyściusieńkie centrum handlowe, po którym spacerowali uśmiechnięci i dobrze ubrani ludzie. Mój siostrzeniec, który jako student dorabia sobie w weekendy w kinie w tym własnie centrum twierdzi, że kino pęka dosłownie w szwach, a jest to kino do którego nikt nie chodzi ponieważ bilety są za drogie. Nie prowadzę tutaj żadnej propagandy tylko stwierdzam fakty, a dodam, że moja rodzina to żadni biznesmeni lub/i mafiozi. Ot zwyczajna, fakt że wykształcona, klasa średnia, a więc nauczyciele, inżynierowie, prawnicy, lekarze….
Właściwie tylko dwie sprawy powaliły mnie na kolana: wspomniany wyżej upał i „piosenka”, którą wybrano jako hymn polskiej reprezentacji piłkarskiej na Euro 2012. Ale ponieważ „de gustibus….” milczę.
P.S.
czwartek, 26 kwietnia 2012
Tylko lub aż 1332 km....... i zawitam do mojego domu rodzinnego do mamy i siostry. Jutro rozpoczynamy naszą coroczną pielgrzymkę do kraju.
Moje miasto. „To miasto, może nie najpiękniejsze Pierwsze ukradkiem rzucone spojrzenia Pierwsza róża pomięta w dłoni (Marek Dębski).
Na przywitanie dostaniemy typowy śląski obiad, a więc rosół z makaronem, kluski śląskie, rolady i modro kapusta z boczkiem. Mniam! Mniam! Bomba kaloryczna, ale za to jaka smaczna. Palce lizać. Choróbsko moje zostanie w Belgii, of course.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Śmierdzący leń to ja. Z powodu śmierci naszego psiaka egzaminów w styczniu nie zadawałam i chociaż mogę zdawać styczniowe i majowe razem to postanowiłam tego nie robić. Ponieważ mi się nie chce. I nie szukam nawet jakiegoś usprawiedliwienia dla siebie czy dla innych. Nie i już. Trochę sobą pogardzam za takie podejście do sprawy, ale trudno tak czasami w życiu bywa. Ale tak między Bogiem, a prawdą czy potrzebny mi następny dyplom? Nie. Wiem, że popełniam błąd, ale w końcu: „Błędy człowieka czynią go sympatycznym” (Goethe). Właśnie.
sobota, 21 kwietnia 2012
Wczoraj wieczorem podzieliłam się niezwykle głęboką, własną myślą intelektualną z moim mężem. Powiedziałam mianowicie, że bez szminki na ustach (używam zawsze bezbarwnej, nabłyszczającej) i bez lakieru na paznokciach (maluję je w kolorze „paznokciowym” tak żeby wyglądały na zadbane) czuję się naga. - Jaka? – zapytał mój mężczyzna. Mąż patrzył na mnie z uwagą przez dłuższą chwilę, wydał z siebie coś w rodzaju agonalnego jęku i wrócił do czytania gazety. Przez cały wieczór był jednak jakoś dziwnie zaniepokojony. Zawsze to wiedziałam, ale teraz mam 1000% pewności, że on jednak nie pochodzi z Wenus.
piątek, 20 kwietnia 2012
Bywam.
Zatrzaskuję w sobie Pulsujący w skroniach Ból istnienia.
Chowam twarz W mokrą poduszkę.
Dokąd idę? I po co?
Gdzie jestem Kiedy mnie nie ma?
wtorek, 17 kwietnia 2012
Przeczytałam w “Gazecie” o tym, że pacjenci w Polsce są często agresywni. Dziennikarski profesjonalizm autora nie pozwolił jednak na sprecyzowanie słowa „często”. Nie wiem więc tak naprawdę czy agresywnym jest jeden na 10 czy np. jeden na 1000 pacjentów, a wg. mnie to jednak JEST zasadnicza różnica. Zaintrygowana tym zagadnieniem zrobiłam research wśród mojej tutejszej rodziny lekarskiej. No i proszę zgodnie odpowiedzieli, że z agresją wśród pacjentów spotykają się niezwykle rzadko lub prawie wcale. Wyjątek stanowi pogotowie gdzie wiele osób przybywa pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Dlaczego taka różnica? Czy wszystko można wytłumaczyć tym, że Flamandowie to naród generalnie dużo spokojniejszy i dużo bardziej wyważony od Polaków? Czyżby różnice kulturowe miały aż takie znaczenie? Czy też problem ma jednak inne, dużo bardziej skomplikowane podłoże? Bazując na moim przebogatym, niestety, doświadczeniu szpitalnym pozwolę sobie stwierdzić, że ogromny wpływ na zachowania pacjentów ma dobra i sprawna organizacja służby zdrowia. Długie, niekończące się oczekiwania na nie wiadomo na co może naprawdę i wyjątkowego stoika doprowadzić do szału. Bezradność pacjenta i bezduszność personelu medycznego może być w takich sytuacjach prawdziwym, niekontrolowanym źródłem agresji. Jako pacjent i w ogóle jako człowiek nie jestem agresywna ani werbalnie, ani tym bardziej fizycznie. Zdarzało mi się jednak, i to często, reagować w szpitalu bardzo histerycznie i absolutnie irracjonalnie. Potrafiłam być niegrzeczna, nieuprzejma i prawdziwie upierdliwa. I nikt, naprawdę nikt się nigdy na mnie nie zdenerwował, nie podniósł głosu i nie był zniesmaczony moją postawą. Wszyscy jak jeden mąż od pielęgniarek począwszy na profesorach medycyny skończywszy byli niezwykle cool i wyrozumiali. Bardzo spokojni, bardzo rzeczowi i bardzo profesjonalni. Starali się mnie przede wszystkim wysłuchać, zrozumieć, uspokoić i wytłumaczyć. I zwykle działało. Często już „po wszystkim” byłam zawstydzona swoim, nie ukrywam skandalicznym, zachowaniem, ale nikt nigdy do tego nie wracał, niczego mi nie wypominał i nie osądzał mojego zachowania. Może w tym tkwi przyczyna?
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||