A więc mnie nikt nie przeprosi za wszystko to, co się stało? Nikt nie będzie tłumaczył, że mógł wymyślić lepiej? Nikt mi nie powie: Maleństwo, jakżeś się dzielnie trzymało! Nikt mi medalu nie przyzna ni po ramieniu poklepie? MPJ
piątek, 21 lipca 2017

Księcia na złotym koniu szukała

Z rozlanym mlekiem

W efekcie została.



wtorek, 18 lipca 2017

....... oraz istnieją GOŚCIE.

               I z tymi ostatnimi mieliśmy do czynienia. Mieszana para polsko – hiszpańska. Ona wyjechała dawno temu po skończeniu iberystki w Polsce na studia do Barcelony, a on to rdzenny mieszkaniec tego miasta.

Ludzie mili, grzeczni i rozmowni. Samowystarczalni, dostosowywalni i niezależni. Dwa razy całkowicie przejęli rządy w kuchni okazując się znakomitymi kucharzami. No i chyba nie muszę dodawać, że to jest strasznie miło być gościem we własnym domu. Ciekawi świata i ciekawi innych ludzi.

            Po godzinie pobytu miałam wrażenie, że mieszkają u nas od zawsze, a po następnej wszystko opanowali. Głównie to, gdzie stoi wino i piwo:).

                     Przebrali się idąc do restauracji. Uffff.... . Co robią szorty z przystojnych nawet mężczyzn widzę niestety codziennie. O rozchełstanych, koszmarnych koszulkach polo nawet nie wspominam. Ale nie, nie było się czego wstydzić. Na dodatek para jest wyjątkowo wręcz urodziwa.

                    Kilka lat temu opuścili zatłoczoną do granic możliwości Barcelonę i przenieśli się do Asturii. Żyją skromnie i po swojemu, co osobiście szanuję bardzo i doceniam. Przywieźli nam w prezencie własnoręcznie produkowane sery i wino, i przyznaję, że były wyśmienite. Oboje są wegetarianami oraz świadomie i celowo bezdzietni. Te dwie sprawy powodują niezrozumienie i prawie złość wśród starszych ciotek, a przede wszystkim wśród wszystko wiedzących wujków w Polsce. Z szacunku dla potencjalnych czytelników tego bloga nie przytoczę epitetów z jakimi kobieta się regularnie tam spotyka. I co za szczęście, że jej partner nie kuma po naszemu i nie wie jak bardzo marnuje swoje egoistyczne, bezcelowe i leniwe życie.

                    Pozostawili po sobie zdjętą pościel, pozbierali w ogrodzie kupy psa i nie znalazłam jednego śmiecia.

 

Takich GOŚCI to ja mogę, proszę szanownego państwa, przyjmować raz w miesiącu.



sobota, 08 lipca 2017

.... właśnie się dla mnie zaczynają. Goście w drodze:)

 

Wakacje.

 

 

- Nie mam nic do powiedzenia

 

- Powinieneś więc pisać o tym bloga.

                                        (Tłumaczenie własne).

 

Trzymcie się.



czwartek, 06 lipca 2017

Tyć, albo nie tyć ?


Oto jest pytanie.




poniedziałek, 03 lipca 2017

.......się skończywszy.

                 Mąż wrócił do domu cały i zdrowy. Zachwycony, jak zwykle, amerykańską uprzejmością i zachwycony samym miastem także. Na szczęście USA to nie tylko zwolennicy aktualnego prezydenta.


A ja? Przeżyłam i żyję nadal.

                Czas spędzony samotnie wykorzystałam na czytanie, oglądanie, bałaganienie, spanie i kontemplacje. I doszłam do absolutnie odkrywczego wniosku, że czasami, podkreślam czasami, dobrze i warto się rozstać. Chociażby po to, aby docenić to się tak „zwyczajnie” posiada.

I często nie docenia.

 



czwartek, 29 czerwca 2017

              Pierwsze słowa wczoraj mojej mamy:

Czy znowu jak zwykle wyjeżdżacie na takie wasze dziwne wakacje?

                    Dziwność naszych wakacji polega na tym, że nie bukujemy hotelu w rozwrzeszczanych kurortach all inclusive, wynajmujemy sobie domek i czasami, a nawet często (o zgrozo!) sami sobie gotujemy. Zresztą słowo gotowanie jest tutaj użyte na wyrost. W krajach takich jak Hiszpania, Francja, Italia czy Chorwacja przygotowanie posiłku to pikuś. Tam każdy pomidor smakuje lepiej niż w Belgii. Tak więc trochę sałaty, warzyw, serów, ewentualnie wędlina, bagietka i czerwona wino…..i uczta zapewniona.

                  Nie korzystamy z biur podróży i wszystko planujemy i załatwiamy sobie sami. Domy wakacyjne dla dwojga praktycznie nie istnieją generalnie mamy do dyspozycji jakieś 3 a nawet 4 sypialnie. Spędzamy w ten sposób nasz czas od wielu, wielu lat. Nasze wakacyjne motto to: WSZYSTKO MOŻNA, ALE NICZGO NIE MUSIMY. Respektujemy w ten sposób nasze zachcianki i upodobania. No katastrofa i patologia wręcz w tej Francji nad Atlantykiem.

                     Zastanowiło mnie jednak dlaczego taki tryb spędzania wolnego czasu wydaje się mamie dziwny?


Nie przepadamy za tłumami, wrzaskiem, głośną muzyką czy rozwydrzonymi dziećmi. Czy to faktycznie jest takie dziwne?


           
      I w końcu wiem dlaczego. Żadne z dzieci jej przyjaciółek TAK nie jeździ. I mama nie ma żadnych naszych zdjęć z jakiegoś wypasionego kurortu.

Do pokazania.

Voilà.

 

wtorek, 27 czerwca 2017

:))))))

 

poniedziałek, 26 czerwca 2017

                       Taki mam od dzisiaj adres. Mąż od wczoraj w Washington DC, a ja jestem sama. I to aż do soboty. Dłuuuuuuugo. Jak dla mnie.

Oczekuję wyrazów współczucia oraz duchowego wsparcia. Można mi także przesłać chusteczki higieniczne (na wyżej wymieniony adres) do ocierania łez, rzecz jasna.


Z góry dziękuję.

Smuteczkowo.

 

Autoportret (ok. prawie).



piątek, 23 czerwca 2017

..........o którym tak często piszę może czasami wyglądać właśnie tak: 

 

Gosciec.

 

 Gosciec1.

 

Gosciec2.

 

Ggosciec3.

 

Gosciec4.

 

Zdjęcia pochodzą z netu i nie pokazują mojego ciała.



wtorek, 20 czerwca 2017

                     Jest prawie +35°C. Temperatura rzadko spotykana w tym raczej chłodnym i deszczowym kraju. W radiu nieustannie słyszę komunikat, że dzieci, ludzie starzy i chronicznie chorzy powinni zostać w domach. Zastanawiam się czy nie ma w tym odrobiny przesady? Nie wiem.

                     Jako stara i chronicznie chora za chwilę wyjdę jednak na zewnątrz. Mam dzisiaj kinezyterapię i muszę kupić świeżą sałatę, pieczywo i pomidory.


Czy przeżyję? Nie wiem. Zobaczymy.

Nie wystawiam się beztrosko na słońce, nie chodzę pół lub prawie goła, piję dużo. Wody, oczywiście. Żeby nie było żadnej wątpliwości. W autobusie, na kine i w sklepie jest cudne airco. To chyba wystarczy?

                Przedszkolaki w pobliskiej szkole WSZYSTKIE wychodzą na zewnątrz w czapkach i w koszulkach. To chyba także wystarczy? I nie, nie biegają godzinami po podwórku. I nigdy w pełnym słońcu. Kiedy przechodzę widzę na stołach butelki z wodą oraz odpowiednie kremy zabezpieczające.  

Na marginesie dodam, że szkolne podwórko jest całkiem fajnie zacienione przez drzewa i podejrzewam, że raczej trudno dostać tam porażenia słonecznego.

               W Belgii ludzie nieustannie marzą o słońcu, plażach i o cieple. Wielu lepiej sytuowanych Belgów posiada mieszkania w słonecznej przecież i (za) bardzo ciepłej Hiszpanii. Ale kiedy to słońce już tutaj jest szerzy się, szczególnie w mediach, nieustanną panikę.

Dodam tylko, że upałów nie znoszę i źle się podczas nich czuję, ale czy my nie powinniśmy zachować troszkę umiaru i zdrowego rozsądku?


We wszystkim, btw.

 

P.S.

Idem dito sytuacja zimą. Spadną 2 milimetry śniegu i apokalipsa narodowa gotowa.

 


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 94